Księgarka powraca po urlopie ;]
Przyszedł pan z córką, pytają o książkę. Idę po nią na stół z nowościami, podaję. Oglądają, córka mówi, że chce.Pan do mnie:
- A ma pani taką nie z wystawy?
...
Ale nic, odpowiadam:
- Wie pan, to nie jest wystawa, tylko stół z nowościami, więc wszystkie będą tutaj.
Pan, tonem takim, jakbym miała paść na kolana i dziękować, że się zdecydował:
- Dobra, niech pani kasuje.
No że też nie dorobiliśmy się jeszcze drugiej takiej samej księgarni na zapleczu, żeby trzymać tam książki, których nikt nie dotykał ;]
piątek, 27 lipca 2012
piątek, 27 kwietnia 2012
19
Pomykam sobie po księgarni dzierżąc w jednej ręce pronto a w drugiej ścierę. Z kurzem walczyć trzeba, bo inaczej alergia nas zabije ;] Przy wycieraniu najniższych półek klęczę przed regałem. Staje obok mnie klient i tekst: "Matko, a ja myślałem, że pani to przed literaturą tak klęczy!! To jest taka uduchowiona poza!".
Nie dość, że prawie zawału dostałam, bo mi wyskoczył znikąd, to jeszcze był taaaaaaki zabawny :D
niedziela, 1 kwietnia 2012
18
Ostatnio dzień świra trwa bez przerwy. Gdybym chciała opisać wszytko, to musiałabym ciągle biegać z notesem i długopisem. Ale przedstawię Wam przemiły poranek jaki ostatnio miała moja koleżanka.
Klient 1. Zaraz po otwarciu.
Kupił, płaci, koleżanka pyta czy doliczać reklamówkę.
- Jak to? Pani jest nielogiczna.
Koleżanka się zdziwiła, ale nic to. Przyzwyczailiśmy się do marudzenia o reklamówkach.
Ale pan nie daje za wygraną:
- Czy pani słyszy co pani mówi? To co pani mówi nie jest logiczne. Jak reklamówka może być płatna?
Ludzie nie potrafią odpowiedzieć normalnie: nie, dziękuję. Dużo zabawniej jest przecież robić przez piętnaście minut awanturę o reklamówkę za dwadzieścia groszy.
Klientka 2.
Mamy dużo książek poprzecenianych na 2 zł, 5 zł itp. Wzięła pani klientka książkę za 5 zł. Twarda okładka, przed przeceną kosztowała chyba ponad 40 zł.
Klientka:
- Ta książka kosztuje pięć złotych?
O.: - Tak.
Klientka: - Za dużo. Za dwa bym wzięła
O.: o.O - Ale ona kosztuje pięć. Wie pani, ładne wydanie, twarda okładka, pięć złotych to nie jest dużo za taką książkę.
Klientka: - Przecież mówię, że pięć za nią nie dam. To sprzeda ją pani za dwa czy nie?
Oburzona, że nie - wyszła.
Klienci 3
Dwóch panów. Weszli i zaczęli opowiadać o zakupach w Castoramie. To była taaaaaaaka porywająca historia. W końcu rzucili na ladę jakieś papierzyska z tekstem:
- Proszę mi to skserować.
O.: - Ale to jest księgarnia. A poza tym nie mam ksera.
Klienci: - Jak to nie ma pani ksera? To niech pani na faksie zrobi kopię.
O.: - Faksu też nie mamy.
Klienci: - No co mi pani tu opowiada, komputery pani ma a nie ma faksu?
O.: - Niestety nie.
Wyszli z fochem. Że też nie wpadliśmy na to, żeby dorabiać jako punkt ksero.
Potem na dokładkę przyszła do mnie pani po baśnie Andersena i stwierdziła, że bez opracowania to ona nie chce. Załamałam się, a ona oburzyła, że jak to tak dzieci mają w szkole czytać a nie ma opracowania. Niedługo będą chcieli ściągi z wierszy Brzechwy czy Tuwima.
Na koniec z rozmów księgarzy. Zauważyliśmy ostatnio, że jak za długo nie mamy co robić to nam się rzuca na głowę. Najczęściej ma to miejsce jak kurier spóźnia się z dostawą. Ostatnio z koleżanką szukałyśmy puzzli z książeczek z puzzlami, bo zawsze jakimś magicznym sposobem znikają z tych książeczek i znajdujemy je po całej księgarni. Nie mogłyśmy kilku namierzyć. Koleżanka zaczęła szukać już nawet pod stołem.
K.: - O, pająk.
Ja.: - Nie strasz mnie, bo zawału dostanę.
K.: - A co, masz onomatopeję?
Tak, chodziło jej o arachnofobię ;]
Jakbym się zastanowiła, to pewnie coś jeszcze by mi się przypomniało, ale i tak się już rozpisałam :) Nie będzie Wam się chciało czytać potem tego :)
Klient 1. Zaraz po otwarciu.
Kupił, płaci, koleżanka pyta czy doliczać reklamówkę.
- Jak to? Pani jest nielogiczna.
Koleżanka się zdziwiła, ale nic to. Przyzwyczailiśmy się do marudzenia o reklamówkach.
Ale pan nie daje za wygraną:
- Czy pani słyszy co pani mówi? To co pani mówi nie jest logiczne. Jak reklamówka może być płatna?
Ludzie nie potrafią odpowiedzieć normalnie: nie, dziękuję. Dużo zabawniej jest przecież robić przez piętnaście minut awanturę o reklamówkę za dwadzieścia groszy.
Klientka 2.
Mamy dużo książek poprzecenianych na 2 zł, 5 zł itp. Wzięła pani klientka książkę za 5 zł. Twarda okładka, przed przeceną kosztowała chyba ponad 40 zł.
Klientka:
- Ta książka kosztuje pięć złotych?
O.: - Tak.
Klientka: - Za dużo. Za dwa bym wzięła
O.: o.O - Ale ona kosztuje pięć. Wie pani, ładne wydanie, twarda okładka, pięć złotych to nie jest dużo za taką książkę.
Klientka: - Przecież mówię, że pięć za nią nie dam. To sprzeda ją pani za dwa czy nie?
Oburzona, że nie - wyszła.
Klienci 3
Dwóch panów. Weszli i zaczęli opowiadać o zakupach w Castoramie. To była taaaaaaaka porywająca historia. W końcu rzucili na ladę jakieś papierzyska z tekstem:
- Proszę mi to skserować.
O.: - Ale to jest księgarnia. A poza tym nie mam ksera.
Klienci: - Jak to nie ma pani ksera? To niech pani na faksie zrobi kopię.
O.: - Faksu też nie mamy.
Klienci: - No co mi pani tu opowiada, komputery pani ma a nie ma faksu?
O.: - Niestety nie.
Wyszli z fochem. Że też nie wpadliśmy na to, żeby dorabiać jako punkt ksero.
Potem na dokładkę przyszła do mnie pani po baśnie Andersena i stwierdziła, że bez opracowania to ona nie chce. Załamałam się, a ona oburzyła, że jak to tak dzieci mają w szkole czytać a nie ma opracowania. Niedługo będą chcieli ściągi z wierszy Brzechwy czy Tuwima.
Na koniec z rozmów księgarzy. Zauważyliśmy ostatnio, że jak za długo nie mamy co robić to nam się rzuca na głowę. Najczęściej ma to miejsce jak kurier spóźnia się z dostawą. Ostatnio z koleżanką szukałyśmy puzzli z książeczek z puzzlami, bo zawsze jakimś magicznym sposobem znikają z tych książeczek i znajdujemy je po całej księgarni. Nie mogłyśmy kilku namierzyć. Koleżanka zaczęła szukać już nawet pod stołem.
K.: - O, pająk.
Ja.: - Nie strasz mnie, bo zawału dostanę.
K.: - A co, masz onomatopeję?
Tak, chodziło jej o arachnofobię ;]
Jakbym się zastanowiła, to pewnie coś jeszcze by mi się przypomniało, ale i tak się już rozpisałam :) Nie będzie Wam się chciało czytać potem tego :)
poniedziałek, 12 marca 2012
17
Przychodzi pan i pyta:
- Czy są poradniki?
Poradników u nas od groma na różne tematy, więc koleżanka pyta jakie konkretnie ma na myśli. Stwierdził, ze techniczne. Koleżanka próbuje wyciągnąć więcej informacji, ale pan chyba sam nie wie o co mu chodzi, więc mówi, że sam sobie poogląda co mamy. I ogląda. Nagle słyszymy:
- I co mi będzie mówić, że nie ma technicznych. A to co?
My zdziwione, że on jakiś techniczny poradnik znalazł, patrzymy co tam ma, a on:
- A to co to jest? O grzybach książka jest!! A pani mi będzie tu mówić, że nie ma technicznych.
Wyszedł oburzony, że nie wiemy nawet, że mamy techniczne książki.
Wczoraj inny pan wszedł i zadał mi pytanie:
- A czy kalkulatorki państwo sprzedają?
Tak, leżą na półce obok śrubokrętów, młotków, znaczków, biletów, kopert, gazet i tony innego badziewia o jakie nas pytają. W końcu jesteśmy w księgarni, jak możemy nie mieć kalkulatorków?
Weekendy zawsze obfitują w takie historie. Po weekendzie zazwyczaj ma się ochotę pojechać na noc do psychiatryka.
- Czy są poradniki?
Poradników u nas od groma na różne tematy, więc koleżanka pyta jakie konkretnie ma na myśli. Stwierdził, ze techniczne. Koleżanka próbuje wyciągnąć więcej informacji, ale pan chyba sam nie wie o co mu chodzi, więc mówi, że sam sobie poogląda co mamy. I ogląda. Nagle słyszymy:
- I co mi będzie mówić, że nie ma technicznych. A to co?
My zdziwione, że on jakiś techniczny poradnik znalazł, patrzymy co tam ma, a on:
- A to co to jest? O grzybach książka jest!! A pani mi będzie tu mówić, że nie ma technicznych.
Wyszedł oburzony, że nie wiemy nawet, że mamy techniczne książki.
Wczoraj inny pan wszedł i zadał mi pytanie:
- A czy kalkulatorki państwo sprzedają?
Tak, leżą na półce obok śrubokrętów, młotków, znaczków, biletów, kopert, gazet i tony innego badziewia o jakie nas pytają. W końcu jesteśmy w księgarni, jak możemy nie mieć kalkulatorków?
Weekendy zawsze obfitują w takie historie. Po weekendzie zazwyczaj ma się ochotę pojechać na noc do psychiatryka.
wtorek, 6 marca 2012
16
Mamy sobie w księgarni dużo książek na przecenie -25%. Przyszła pani, której się zamarzyła trylogia Larssona. I tak stoi, wybiera. Kolega do niej podchodzi i pyta czy w czymś pomóc.
Pani zastanawia się ile to będzie procent przecenione jak kupi trzy książki. Wszystko nam opadło, kolega tłumaczy, że to tak nie działa i ile by nie kupiła książek to i tak będą przecenione 25%. Pani się kłóci, że kolega liczyć nie potrafi, bo przecież jak jedna jest 25%, to trzy będą na -75%. I tak toczy się dyskusja, bo pani nie przyjmuje do wiadomości tej skomplikowanej informacji. W końcu dała za wygraną, chociaż z fochem, że coś kręcimy.
Także pamiętajcie, jak kupicie cztery książki, to macie je za darmo, a jak pięć, to jeszcze Wam dopłacimy! ;]
Ostatnio coraz częściej mam ochotę walić głową w ścianę przez ludzką głupotę. Póki co wystarczy mi jeszcze wyjście na papierosa, ale kto wie kiedy przestanie ;]
Lubię jeszcze jak klienci godzinę przed otwarciem próbują włazić do księgarni. Nic to, że krata opuszczona prawie do podłogi, oni przeciskają się pod nią i zadają sakramentalne pytanie:
- Czy to już?
Tak. To już. A głową w kratę walą tylko dlatego, że mam taki kaprys i robię klientom tor przeszkód, żeby wchodzili tylko ci, którym naprawdę zależy.
sobota, 25 lutego 2012
15
Podchodzi do mnie dziewczyna, na oko gimnazjum. Pyta o "Dumę i uprzedzenie", bo strasznie chce to mieć. Podaję, ona podchodzi do matki i mówi, że chce tę książkę. Matka patrzy i mówi:
- "Duma i uprzedzenie"? To film taki był. Naprawdę to chcesz?
Dziewczyna taka niepewna, bo matka miała minę, jakby jej dziecko nagle wyskoczyło z jakimiś dziwnymi zachciankami, bo książkę chce. No kto to widział. Ale dała się przekonać i Młoda wyszła z księgarni z dwoma tytułami Austen :)
- "Duma i uprzedzenie"? To film taki był. Naprawdę to chcesz?
Dziewczyna taka niepewna, bo matka miała minę, jakby jej dziecko nagle wyskoczyło z jakimiś dziwnymi zachciankami, bo książkę chce. No kto to widział. Ale dała się przekonać i Młoda wyszła z księgarni z dwoma tytułami Austen :)
niedziela, 12 lutego 2012
14
Nie ma to jak dobrze rozpocząć pierwszy dzień pracy po dwutygodniowym urlopie. Klienci też postanowili zadbać, abym poczuła się swojsko.
Podchodzi do mnie pani i pyta:
- Przepraszam, czy tu można też wypożyczać książki?
Oczy mi lekko wyszły ;D Ale mówię, że nie.
Pani:
- Bo córce koleżanka z klasy powiedziała, że właśnie tu u was można wypożyczać. No nic, trudno.
O taaaaak, jak mi tego brakowało.
Podchodzi do mnie pani i pyta:
- Przepraszam, czy tu można też wypożyczać książki?
Oczy mi lekko wyszły ;D Ale mówię, że nie.
Pani:
- Bo córce koleżanka z klasy powiedziała, że właśnie tu u was można wypożyczać. No nic, trudno.
O taaaaak, jak mi tego brakowało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)